do okładki

ROK PAŃSKI 1660

daj, Panie Boże, [szczęśliwie], zaczęliśmy (...)

Nazajutrz po wyprawionym podjeździe, podobno
spiritu prophetico1 Czarniecki natchniony, kazał
otrąbic, żeby za dwie godzinie było wojsko pogotowiu
wsiadać na koń, biorąc z sobą prowiantów. Tak tedy
się stało. Cichusieńko przez munsztuk zatrąbiwszy,
Sapieże nic nie powiedziawszy, ruszylismy się. Idzie-
my tedy lasami, a wszystko śpieszno; nie wiemy nic,
po co i dokąd. A Chowański też tak uczynił: poszedł
kommonikiem, chcąc nas na przeprawie zaskoczyć
rozdwojonych. Potkał się tedy z Kmicicem pod Druc-
kiem
2 , alias3 przyszedł mu z tyłu, bo już go był
minął inszym traktem. (Opowiedział o Litwie mie-
szczanin z Drucka, którego tam gdzies w drodze Mo-
skwa porwali). Tam, jak się uderzyli z sobą, bili się,

prawda, Litwa niebożęta mocno, ale nie mogąc wytrzy-
mać, rozerwano ich;dopieroż źle, dopieroż bić, brać,
wiązać. Posłał był Czarniecki przodem kilka chorągwi;
to skoro przyszły do przeprawy pod samym Druckiem
sive4 Odruckiem - bo to miasteczko dwojako nazy-
wają; jest tam rzeka Drucz, na której były mosty, a
te już zostały zrzucone od Moskwy - stanęli nad rze-
ką i posłali do Wojewody dając znać, ze słuchać strze-
lanie i bitwę jakąś. Zaraz tedy ryścią poszło wojsko,
zaraz domyślilismy się, że nie darmo. Przyjdziemy te-
dy do przeprawy nad Druckiem samym: źle, rzeka
wprawdzie nieszeroka, ale dwoma nurtami idzie, dwa
razy pływać trzeba, jak po pół stajania, głęboko i by-
stro, a zabrzeżysto5 zaraz jak z pieca. Moskwa pro-
stacy spuścili się na to, że mosty zrzucili. Wiedzieli
też już, że wojsko aż pod Szkłowem i sukursu mieć
żadnego nie mogła Litwa; nie kazali owej przeprawy
pilnować, której mogliby byli zabronić należycie.
Rzecze Wojewoda: "M[o]sci Panowie, res non puti-
tur moram
6, mostów tu budować nie masz czasu.
Słyszycie strzelanie, słychać i głosy moskiewskie: już
to znać, że nie nasi onych, ale oni naszych biją. Pły-
waliśmy przez morze: i tu trzeba; Pana Boga wziąw-
szy na pomoc, za mną! Pistolety, ładownice za koł-
nierz!" - Sam tedy wprzód skoczy z brzega; zaraz
koń spłynął, bo bardzo rzeka głęboka. Przepłynął te-
dy, stanie na brzegu; chorągwie jedna za drugą pły-
ną cicho, bo nie było do tego miejsca, gdzie się bili,
ledwie z piętnaście stajań, tylko że za lasem i nie
mogli nas widzieć. A jeszcze woła stojac na brzegu:
 
"Szeregiem, M[o)ści Panowie, szeregiem!" Co nie po-
dobna, bo nie kożdy koń jednakowo pływa; jeden się
bardziej suwa, drugi nie tak. Nasz pierwszy towa-
rzysz, Drozdowski, miał konia, co go był nieświadom,
a on pływał jakoś dziwnie na bok; skoro tedy tak
uczynił, zaraz go woda zniosła z konia, począł tonąć,
konia puściwszy. Jam go uchwycił za ramię, drugi
towarzysz z drugą stronę; takeśmy go między sobą
pławili. Skorośmy go wynieśli, aż mówi Wojewoda:
"Macie szczęście, panie bracie; są tu wielkie ryby,
połknąłby was był szczupak całkiem i z pancerzem"
(na to przymawiając, że to był chłopek małego zro-
stu). Jakeśmy się przeprawili i przez drugą takąż
odnogę, zaraz pułkowi królewskiemu kazał skoczyć
do bitwy, sam został drugie pułki przeprawiać. Idzie-
my tedy ryścią. Moskwa zdumieli się: "Czy z nieba
spadli?" Tu wojsko ich nie w porządku należytym:
jedni się kupą bawią, drudzy Litwę wiążą, insi po
stawie brodzą, rozgromionych z trzciny wywłoczą; bo
mało co zabijali naszych, chcąc jako najwięcej na-
brać niewolnika, żeby zaś za swoich zamieniać. A jest
tam staw wielki bardzo pod samym miastem, gęstą
trzciną zarosły; tam Litwa niebożęta uciekali z po-
gromu. Uderzą na nas rozumiejąc, że to drugi jaki
podjazdek, wesprą nas; widzą mokrych, że z kożde-
go ciecze, a strzelba przecie daje ognia. Nuż w się!
Widzą, że coraz przybywa jak z rękawa; u nich serce
coraz mniejsze, u nas contra7 coraz większe, bo co
się która chorągiew przeprawiła, to jej zaraz za nami
kazał skoczyć. Litwa jako barani i po kilka do kupy
związanych. Kmicic, pułkownik, wypadł gdzieś z cha-
łupy, jak go to juz warta odstąpili, biega między na-
szymi, ręce w tył związane, woła: "Dla Boga, ratuj-
cie!" Tak ci go tam ktoś rozerznął. A wtym porwali
pachołka z naszego wojska, spytają: "Co to za pod-
jazd?" - Powie: "Nie podjazd, ale Czarniecki z woj-
skiem". A tu rąbanina sroga, trupi lecą. Owi się po
stawie poruchają, nurzają; co przedtym Moskal pro-
wadził Litwina, to go już Litwin za brodę ciągnie.
Wnet vicissitudo8 i odmiana fortuny; w jednej go-
dzinie podchlebiła im, a już ich na sztych wydała.
Jak tedy zrozumieli z języka, że to nie podjazd, ale
wojsko, widzą, że źle koło nich: tu im fałdów mocno
przyciskają, tu coraz z lasa wymknie się chorągiew,
właśnie jak kiedy owo wyrwanego tańcują. Starszy-
zna poczęła uciekać, wojsko też w rozsypkę. Lecz tego
uciekania niedługo było, bo konie mieli zmordowane,
bijąc się z Litwą i przebiegając im z inszego traktu
wielkie trzy mile, bo ich już byli minęli; a trzecia, że
konie mieli srodze tłuste i rozpierały się9 im. Ja-
keśmy tedy wsiedli na nich, to tak cięto przez cztery
mile wielkie. Kto w pierwszej mili nie zginął, to w
drugiej albo w trzeciej; bo dojedziesz go, a koń pod
nim stoi jako krowa, albo też już z niego zsiadszy,
to klęczy, ręce złożył: to go po szyi, a dalej za dru-
giemi. Kto tedy w tych czterech milach nie zginął,
już dalej trupa nie było. Ale jednak ich mało bardzo
przybieżało do obozu, co powiedali chłopi i insi nie-
wolnicy, żeśmy ich w obozie zastali, i wielkiemi za-
stali panami; ci zdrajcy bo zaraz, jak postrzegli, co
się dzieje, trzęśli szałasy10, przyszlismy tedy do ich

 okładka

1. spiritu prophetico - duchem proroczym

2. Druck - miasteczko i zamek na kępie jeziora, przez które przepływa Druć, w połowie drogi między Czereją a Szkłowem

3. alias - albo, a raczej

4. sive - czyli

5. zabrzeżysto - z wysokimi brzegami

6. res non putitur moram - rzecz nie cierpi zwłoki

7. contra - przeciwnie

8. vicissitudo - zmiana

9. konie [...] rozpierały się - ustawały w drodze; zmęczony koń staje na szeroko rozstawionych nogach

10. trzęśli szałasy - przetrząsali namioty