ROK PAŃSKI 1662[...]
Ordynowałem zaraz owych ludzi, żeby poszli tym
traktem ku Lidzie, a prosto jako sierpem cisnął,
żebym ich mógł jednym dniem dogonić, choćbym za
niemi w tydzień wyjechał. Posłałem z niemi czeladź
i konie swoje, co mi były niepotrzebne, a wróciłem się
samotrzeć nazad do pana Tyszkiewicza, bom mu był
dał parol. Przyjechawszy tam, byłem wdzięcznym
gościem; ochota wielka, pijatyka. Byłem tam tydzień.
Po tygodniu chcę jechać: nie puszczają. Żeby jednak
owi ludzie mieli wiadomość o mnie, posłał gospodarz
swego kozaka, przez którego dałem im ordynans, żeby
przeszedszy na tamtę stronę Białegostoku, wlekli się
powolej, poko ja ich nie nagonię, ażeby mi w Lidzie
i w Ośmianie
53 zostawili w sobie wiadomość. Byłem
tedy tam i drugi tydzień w owej konwersacyjej mi-
łej, w owych komplementach ab invicem
54, obiecując
mi różne promotiones
55, ofiarując mi swoje siostrze-
nice, pannę Rudominównę, dziedziczkę, która miała
substancyjej lepiej niżeli na sto tysięcy, tylko że do-
piero dziewiąty rok była zaczęła. Z owych tedy nie-
odmiennych afektów upewnieniem, z owymi eksekra-
cyjami, kto by słowa nie dotrzymał, rozjechaliśmy
się. Owe zaś wszystkie mowy, jak do senatorów, tak
i te przy jego bytności do króla, kazał mi sobie kom-
munikować i przepisać, zostawić; nawet i owę koło-
wą od księdza Piekarskiego przepisał reką swoją


53 Ośmiana (w rkpis.: w Ośmiany) - Oszmiana, miasto
50 km na południo-wschód od Wilna; Białystok nazwał kopi-
sta Białogrodem. Nazwy topograficzne polskie są tu nie mniej
poprzekręcane od obcych. Sprostowania według Czubka.




54 - "wzajemnych".



55 - "promocje", tj. awansy i poparcie w staraniach o urzędy.



i chował, okrutnie delektując sie tym, choć nie było
czym tak dalece, i mówiąc: "Choćbyś nic wiecej nie
miał substancyjej nad tę, która w głowie, wielka to
jest dosyć substancyja, na którą ja dam siostrzenicę
moję".
Pojechałem tedy, pożegnawszy się cum plenitudi-
ne
58 owych szczerych i nieodmiennych afektów, co-
[raz] wyjeżdżając, to się znowu wracając, jak to zwy-
czajnie w dobrej przyjaźni bywa. Przyjechałem do
Ośmiany, jeszczem nie zastał swoich ludzi i wiado-
mości o nich. Domyśliłem się jednak, że na żółwiu
jadą 59 , będąc ordynansowi i nazbyt posłuszni. Aż
trzeciego dnia po mnie przyjechał wachmistrz samo-
trzeć, quidem 60 to pisać gospód; postrzegszy ich z da-
leka, kazałem wrót przywrzeć, żeby o mnie nie wie-
dzieli. Zajechali do burmistrza; fukają powiedając, że
100 koni pod choragwią; pokazują królewski list, mnie
dany, gdzie piszą, że "dajemy pod komendę jego lu-
dzi", a nie specyfikują, jak wiele. Mieszczanie w zgo-
dę, bo też o nich już od tygodnia słyszeli, że się włó-
czyli po wioskach; pozwolili im zlotych 70, piwa be-
czkę, chleba, mięsa etc. Kazałem tedy gospodarzowi
pilnować, kiedy już będą liczyc piniadze, i dawać
sobie znać. Wskok tedy zawinęli się, już prowiant na
saniach, bo miał minąć miasto, wstydząc się 61 za swo-
je wojsko. Tu też piniądze mieszczanie składają, a on
na drugim koncu stoła pisze do mnie, dając o sobie
wiadomość, którą tam miał zostawić u burmistrza-
a ja we drzwi. Obaczywszy mię, do czapek. Patrzą te-

58 - "z pełnią"



59 - na żółwiu jadą - nie spieszą się, celowo zwlekają



60 - "niby"



61 - rozumie się: wachmistrz



dy mieszczanie, dziwują się, już mię tu trzeci dzień
w mieście widzą: co to jest? Pytam ja tedy: "Co to
za piniądze liczą?" - Odpowie: "Nam też to na pod-
kowy pp. mieszczanie ofiarowali z łaski". - Miesz-
cza[nie] nic nie mówią, a myślą, że to zła taka łaska,
kiedy komu obuchem do karku przymierza. Pytam
burmistrza: "Na coście się zgodzili?" - Powieda, że
"na 70 złotych, piwa beczka, chleba, mięsa; oto już
prowiant stoi na saniach". - Dopiero rzekę: "Pro-
wiant nasz, piniądze wasze - schowajcie jak swoje.
Nie masz teraz gołoledzi ani grudy; nie podbije się
koń, bo śnieg po tebinki, droga miękka, nie trzeba
podków". Mieszczanie za piniądze, do worka z nimi;
a pan fiercyk 62 nos zwiesił. Mieszczanie tedy do nóg;
co mię przedtym nie znali, ani wiazki siana nie przy-
niesiono, bom też o to i nie mówił - w skok składać
się, nosić rożnych rzeczy. Alem tego nie chciał; konie
nakarmiwszy pojechałem, a oni też z ochoty wstawili
na sanie barełkę gorzałki w 6 garcy. Poszedłem tedy
z nimi powoli, konie dobrze karmiąc. Po wsiach, po
miastach, wszędzie dawano jeść i pić, ale piniędzy-
Panie zachowaj! - nie kazałem nigdzie wziąć. Tak
tedy idąc aż pod Lepel 63 , zażywaliśmy pewnie do-
brego bytu, gdyby był kożdy podobno miał i dzie-
sięć brzuchów, to było co jeść i pić. O to tylko na
mnie narzekał ów oficer, żem piniędzy nigdzie nie dał
brać; mówił, że za tym listem mógłbym był wziąć
z kilka tysięcy, poko nie dojdziemy do obozu, i nama-
wiał mię na to pokazujac pożytek; alem ja nie pozwo-
lił, bo o moję chodziło reputacyją. Mieli przecie drabi

62 fiercyk (tak pisze Pasek zgodnie z wymową ówczesną)



63 Lepel - miasto 80 km na południe od Połocka



swoje sposoby do nabycia piniędzy: nabrawszy lego-
miny w jednym miejscu, to ją w drugim przedawali
miejscu ludziom.
Jedziemy raz puszczą wielką, aż między lasem
duża wieś i słychać tam krzyk, hałas. Wdowa, miesz-
kała we dworze, nie pomnię, jako ją zwano. Przyjeż-
dżamy bliżej, aż dwór rabują, szlachcianka chodzi,
załamuje ręce. Tu troczą na konie wieprze oprawne 64,
połcie, niektórzy fanty 65, bydło na powrozach prowa-
dzą z obory. Rozumiałem, że to jaka egzekucyja 66; nie
mieszam się, pomijam wrota; a już też tam w tej wsi
miałem stanąć, bo noc zachodziła. Aż owa postrzegł-
szy, wypadnie: "Zmiłuj się, M[o]sci Panie, rabują mię,
ubogą sierotę, gorsi Moskwy, gorsi od nieprzyjaciela".
Pytam: "Co to za ludzie?" Powieda, że wolontarze pa-
na Muraszki. Wrocę się tedy na podworze i mówię:
"Panowie, nie boicie się Boga? Dworowi szlacheckie-
mu taką czynicie wiolencyją!" 67 - "A Waści co do
tego?" - Rzekę: "Do tego, bom i ja szlachcic!" Po-
tem do niej mówię: "Mościa Pani, każ to Waść odbie-
rać". - Owi: "Nie bedziesz odbierał": Pani chłopom
kazała brać: oni do szabel, do strzelby; my też także
- po sobie! Wyparowaliśmy ich z podworza; dostało
się i temu, i temu po trosze; pod jednym tylko konia
zabito, jak dragan między nich strzelił. I z naszych
też jednego konia po boku postrzelano, ale nie bardzo.
Owę zdobycz wszystkę porzucili; chłopi im wzięli kil-
ka koni, alem je kazał wygnać za niemi. Poczęła tedy

64 oprawne - sprawione, oskrobane z sierści i pozbawione wnętrzności



65 fanty - przedmioty wartościowe



66 egzekucja - wykonanie wyroku sądowego



67 wiolencyja - gwałt



okrutnie dziękować wolając: "Święty lud Czarniec-
kiego, przeklęty sapieżyński!" Na nocleg tedy stanę-
liśmy w tejże wsi w jednej gospodzie, bom wiedział,
że oni stoją o dwie mili; z hultajstwem sprawa, żeby
się mścić nie chcieli. A jeszcze wtenczas zwiazkowym
byliśmy tak mili, jako jeż psu, co go chce zjeść,
a ukusić 68 go nie może. Kilku ich wzięło paragrafy 69
słuszne: supponebum 70, że będą myśleli coś o zemście,
i tak się stało.
Wdówka nieboga przysłała, co dom miał, gorzałek,
piw. Pili tedy dragani, a my z wachmistrzem, bo był
w saniach [napitek]. Zapiał kur drugi, daliśmy szyl-
wachtów 71. Aż owi idą, 300 koni. Obaczył ich szyl-
wacht z daleka po śniegu, zakołatał w okno: "Wsta-
wajcie W[a]ść, mamy gości". Przymkną się bliżej, wo-
ła: "Werdo?" Odpowiedzą: "Będziesz miał wnet werdo,
taki synu!" Nie mieli dragani prochu; dałem ja i ka-
załem zaraz ponabijać muszkiety. A kul znowu nie
było, tylko ja miałem trochę, to wbiło się w swoję
strzelbę i owym też udzieliłem, co mogło być. Gdy się
tedy zbliżają, woła szylwacht: "Nie następuj, bo strze-
lę!" Wyszedł wachmistrz i pyta: "Czego chcecie?"-
"Trzeba by nam się uskarżyć o wczorajszy eksces, co
tu naszych pobito. Kto tu jest starszym?" - Powie-
dział wachmistrz: "Ja starszy, bo mi już lat 45, a insi
wszyscy młodsi". - "To żart" - odpowiedzą - "ale
kto tu ma komendę?" - Powiedział tedy, że jest
w izbie. Rzeką: "Puśćcież nas tam do niego". - Po-

68 ukusić - skosztować kęs czego



69 paragrafy - w przenośni:szramy



70 - "przypuszczałem"



71 szylwacht (z niem.) - szyldwach, strażnik



wie: "Puściemy, byle nie kupą, bo to na skargę nie
tak jeżdżą". - "Puśćcie nas z dziesieć koni". - Odpo-
wiedział: "By i dwadzieścia". Przyjechało ich tedy 15
koni; pistolety jedne za pasem, drugie w olstrach. Za-
raz jak wjechali, kazałem stanąć we wrotach, dru-
dzy w paradzie 72 u drzwi stoją, konie już kulbaczone.
Wchodzą do izby: "Czołem". - "Czołem". Pyta mię
tedy: "JMość pan pułkownik dowiaduje się, co to za
ludzie, skąd i dokąd idą, i dlaczego wczora porabo-
wali i posiekli żolnierzów jego pułku?" - Pytam ja:
"Niechże wprzód wiem, który JMość pan pułkownik?"
- Powiedział: "JMość pan Muraszka"; a drudzy sa-
pają, zgrzytają zębami, wąsy ciągną, gryzą. A tu 300
koni dokoła chałupę obskoczyli wołając: "Stójcie jeno,
regalistowie 73: wnet tu was powiążemy jako bara-
nów". - Odpowiedam tedy: "Czując się być żołnie-
rzem, in servitio 74 Rzpl[i]tej i w kompucie wojska 75
zostawającym, nie bardzo by mi należało wywodzić się
JMości panu pułkownikowi, jako do tych rzeczy mniej
należącemu, skąd i dokąd idę; ale żem się nie powi-
nien wstydzić za moje akcyje i przed całym światem,
z tej racyjej i dziadowi, w imie Boże biorącemu, po-
wiedzieć pytającemu i sprawić się, dokąd idę, nie go-

72 w paradzie - w gotowości



73 regalistowie - stronnicy króla



74 - "w służbie"



75 komput wojska - regestr,skład; ochotnicy nie należeli do komputu i nie brali żołdu. O pułkowniku Muraszce, dowodzącym oddziałem kozackim, wspomina pod rokiem 1657 Jan Cedrowski w Pamiętniku. Być może Pasek spotkał się tu z tym samym Muraszką. Stąd jego pogardliwy stosunek do pułkownika oraz gotowość do obrony dóbr szlacheckich. Życiorys Muraszki w Polskim Słowniku Biograficznym, t. XXII



towym denegare 76, pogotowiuż WMMPanom, jako za-
cnym żołnierzom, których rowno z nami w przeszłych
okazyjach będących widziałem, gotów to uczynić".-
Żem to wymówił jedno łacińskie słowo denegare,
ozwał się jeden: "Mości Panie, nie po łacińsku jeno
z nami, bo to tu z prostemi żołnierzami sprawa".-
Odpowiem: "Widzę ja, żeś Waść prosty żołnierz; ale
ja wywiodę się i prostemu po prostu, i krzywemu, ja-
ko będzie chciał". - A tymczasem rzekę do wachmi-
strza: "Dajcie, panie, tamten papier, co go macie przy
sobie". - Dobędzie z kieszeni; podam mu, czyta, a
przeczytawszy pyta: "A na coście poszarpali naszę
czatę i kilku towarzyszów obcięli?" - Odpowiem: "Bo
to nie moda w swojej ojczyźnie, a osobliwie stojąc
na konsystencyjej, dwory szlacheckie rabować; co
my widząc rozumieliśmy; że to Moskwa czyni. A żem
się ja sprawił, tegoż też i po was potrzebuję: niech
wiem, co za interes albo raczej pretensyją macie do
Rzplitej; bywszy wolontarzami, żadnych u niej zasług
nie mając, a poszliscie do konfederacyjej i jeszcze
dwory szlacheckie najeżdżacie i rabujecie; a to druga;
dlaczego mię nocnym sposobem najeżdżacie i podobno
rabować chcecie?" - Rzecze tenże starszy: "Boś tego
godzien". - A ja też zrozumiawszy, że to już pokorą
nie wskóramy, ale racyjami trzeba narabiać żelaz-
nymi, jakem trzymał obuch w rękach, tak go też za-
raz przeżegnam w piersi mocno: upadł pod ławę.
W tymże zaraz momencie dali ognia dwaj z pistole-
tów do nas z wachmistrzem. Przestrzelili wachmist-
rzowi suknią, a mnie Pan Bóg zachował, a podobno
z tej racyjej, żem się schylił po pistolet na ziemię,

76 - "odmówic"



który mi upadł z zapasia wtenczas, kiedy owego ude-
rzyłem wolontarza. Dopieroż w nich w Bożą godzinę!
Połowa ich zostało w izbie, a połowa wypadło do sie-
ni. Dopieroż rozdawać my w izbie tym, a tamtym zaś
drudzy w sieni. Jeden dragan miał okrutny berdysz
moskiewski; tym berdyszem owych tamtych, co z izby
uciekali, popłatał. Jak prędko tedy owa kupa usły-
szeli w izbie strzelanie, tak prędko skoczyli obces na
chałupę; dadzą ognia do siebie, wytrzymaliż nasi we
wrotach. Trzej tylko dragani strzelili: spadło tamtych
z koni dwoch, naszego też jednego postrzelono w szy-
ję. My też tu, owych uspokoiwszy, przywarliśmy ich
w izbie. Ci też, co byli w sieniach, oberwawszy, co
kto mógł dostać, chyłkiem po zapłociu pouciekali od
koni; a owa kupa odsunąwszy się jak na stajanie, po-
czna wołać: "Sam 77 jeno, sam, w pole jeno, w pole!"
- Ozwę się: "Poczekajcie: i to być może". Wróciwszy
się do izby, kazałem owych powiązać, oddałem ich go-
spodarzowi, oddałem i sani dwoje, przykazawszy:
"Wara, chłopie, szyja twoja w tym, jak tu co zginie,
bo tu skarb królewski na tych jest saniach, gdyż pi-
niądze dla wojska wiozę": - Owi się modlą, narze-
kają: "Bóg nas skarał; posłano nas kogo wiązać, a nas
samych kręptują" 78. Wynidę na podworze, co czy-
nić: wyjechać do nich; czyli nie? Jedni radzą, drudzy
odwodzą, a najbardziej krewny mój, Chlebowski, ze
"to kupa wielka, nie wytrzymamy". - Wachmistrz
też mówi: "Wyglądamy, czy nam też da jaki sukurs
ta pani, cośmy się za jej krzywdę ujęli; albo chłopom
każe; nic nie widać". - Jużeśmy się tedy mieli oga-

77 sam - tu



78 kręptują (tak w rkps.) - krępują



niać defensive 79 od owej chałupy, aż kiedy widziemy,
że snopy zwożą, zapalają i już je ciskać na chałupę
chcą, zawołam: "Nie turbujcie się, odważni kawalero-
wie: będziecie nas tam mieli wnet; dla nas ludziom
szkody nie czyńcie". A już też dnieje; wymundero-
wawszy 80 się tedy, dragani na ich konie dobre po-
wsiadali, swoje podlejsze na podworzu zostawili, na-
fasowali 81 muszkiety, czym kto mógł, kamykami, huf-
nalami 82, bo kul nie było; u owych tylko kilku po-
wiązanych pożywili się w ładunki, co mogli znaleźć
w ładownicach. Ów postrzelony jęczy przede wroty,
przewraca się, bo go w kolano niejaki Jankowski,
dragan, postrzelił hufnalami, a drugiego w tenże czas
postrzelonego uprowadzili z sobą owa kupa.
Wołam tedy: "Ej, panowie, jedźc[i]e sobie, zanie-
chajcie nas!" - "O, nie może być, taki synu! Nie
durno się nam tu wymkniesz, wykurzemy cię tu, jak
jaźwca 83 z jamy". - Rzecze wachmistrz: "Jak nas
będziecie infestować 84, pierwej wam pościnamy tych,
co sam leżą związani". - Odpowiedzą: "Już my tam-
tych odżałowali; ale i ty nie woskrośniesz 85, pohański
synu!" A zatym zaraz poczną się zmykać pod cha-
łupę z ogniem: "Wychodźcież, pogańscy synowie, bo
się dla was dostanie i ludziom ubogiem". - Odpo-
wiem: "Zaraz, zaraz, moi mościwi panowie". Idziemy

79 - "odpornie"


80 - wymunderować (wymonderować, wymoderować się) - wyekwipować się, wyszykować


81 - nafasować - nabić


82 - hufnale - gwoździe do podków


83 - jaźwiec -borsuk


84 - infestować - napadać


85 - nie woskrośniesz (ros.) - nie zmartwychwstaniesz


tedy w tropie 86 dwadzieścia kilku ludzi, rachując
i z swoją czeladzią, kolano z kolanem; a kazałem, je-
żeliby nas obtoczyli, zaraz obrócić się zadniemu sze-
regowi 87 frontem do nich, a plecami do przedniego
szeregu, a nie strzelać, tylko po dwoch, po trzech, kie-
dy ja każę albo wachmistrz, który zadniem szeregiem
ordynował, a ja pierwszym. Wachmistrz siedzi na
szumnym dereszowatym kałmuku, od nich zdobycz-
nym; rzuca się pod nim, jako cyga, a swego oddał
pod dragana; strzelby mamy dosyć, bo i od owych
więźniów nabrali. Jenośmy tylko odeszli od owej go-
spody, nie było stajania, umknęli się nam zrazu, a po-
tym tak się stało, jakom mówił: poczęli nas miesiącem
zajeżdżać dlatego, żeby nam tył wziąć. Jak blisko
już byli, zawołałem na swoich: "Alt!" 88 - Obrócił
się zadni szereg plecami do przedniego. Wtem oni,
okrzyk uczyniwszy, hostiliter 89 skoczą na nas, dadzą
ognia gęsto z pistoletów i bandoletów, natrą blisko,
szereg na szereg; zaraz ja z obudwu pistoletów wraz
dam ognia, bom miał trzeci za pasem i guldynkę 90
na sobie; moi też dragani trzy czy cztery razem z ra-
mienia mego dalej dadzą z muszkietów. Ten, co się
ze mną zwarł, uchwycił się łęku, znać że był postrze-
lony; dragan się wysunąwszy, ciąn szablą w kark,
spadł (powiedali, że to był znaczny Litwin, Szemet
niejaki; paniątko; ociec się na niego gniewał, i[ż z]
wolontarzami służył), a mój też jeden dragan z przed-

86 tropa - oddział, grupa



87 zadni szereg - tylny szereg



88 - "stój"



89 - "po nieprzyjacielsku"



90 guldynka - sztuciec, strzelba myśliwska używana na dziki



niego szeregu o ziemię; konia pod nim w bok zabito.
Skorom zobaczył, że dragan wstaje, rzędem! Odsuną
się trochę, a potym jak znowu do nas! Ten Jankow-
ski miał muszkiet z rurą srogą; jak pluśnie owymi
hufnalami, znowu ich popstrzył; jaki taki stęknie.
Tam też od zadniego szeregu wzięło ich kilku. Widzą,
że nas rozerwać nie mogą, poczną wołać: "Wróćcie
nam naszych, jechał was pies z ostatkiem". - Odpo-
wie wachmistrz: "Coż wam po nich, kiedy głów nie
mają?" - Skocząż na nas trzeci raz, ale już z daleka
poczeli strzelać, nie nacierali blisko. My też radzi; po-
stąpiwszy się do nich, dają moi ognia po dwoch,
a drudzy nabijają; oni zaś ustępują po trosze. Nagna-
liśmy ich na ogrody, płoty gęste; nuż się łamać, my
też natrzemy, w nogi! Przełamali jeden płot, do dru-
giego. A był las zaraz za ogrodami; do lasa przez pło-
ty, konie zostawiwszy. Dopiero nasza dobra; nie ka-
załem gonić, tylko na płotach złapano kilku; postrze-
loni zostali i zabitych dwoch. Moich też draganów
postrzelono trzech, czeladnika mego i mnie trochę
ślozem 91 w lewy ud, alem tego nie czuł, aż po wszyst-
kim; koni jednak naszych postrzelono 6, a zabito 2,
ale na to miejsce było w czym wybrać. Urzędniczy-
sko 92 potym owej paniej przylazło z muszkieciskiem,
co sarny strzela; takci dał mi na drogę męcherzynę 93
prochu i kul. Owych tedy powiązanych trzech star-
szyzny 94 wziąwszy, kazałem drugich kańczugami

91 ślozem - na ukos, bokiem


92 urzędnik - administrator


93 męcherzyna (gwar.) - worek z pęcherza


94 starszyzna - w rkps. stale: starczyzna


ociąć, żeby pamiętali czarniecczyków; a przytym dra-
gani porozbierali ich do naga i pognali do lasa za dru-
giemi w śnieg srogi. Przebrakowawszy tedy koni 40
co lepszych i owych trzech wziąwszy z sobą, poszed-
łem. Kulbak, strzelby nabrali, co aż saniom ciężko
było. Insze konie i te nasze, cośmy na miejscu lep-
szych pozostawiali na rubaszyństwo 95, oddałem urzed-
nikowi i chłopom, i owe, co się po ogrodach poniewie-
rały, kazałem urzednikowi, aby pobrał, bo ich bardzo
niewiele na koniach uszło, żeby na nasz karb kto
inszy nie obłowił się. Poszedłem tedy i nie popasa-
łem aż w Żodziszkach 96. Że tedy owych koni i na po-
wód nasi nabrali, drugi dragan i trzech prowadził, re-
koligowałem się 97, że to trzeba oddać, bo to lubo nie-
przyjaciel, ale nie nieprzyjaciel. Wachmistrz mówi,
żeby nie oddawać; alem ja powiedział, że o moję cho-
dzi reputacyją; nie mogło to być. Conclusum 98 tedy,
żeby sobie co najlepsze dragani pobrali, a swoje na
to miejsce oddali ad complementum 99, moi też czeladź
wzięli dwoch, a swoje w komput. Grodowego tedy
miasta nie było, bo do Ośmiany nazad się było trzeba
wracać; oddawszy je w Naroczu, przed księgami miej-
sckimi protestowawszy się, że nam hultaje jacyś za-
stąpili, rozbić chcięli, a toż ich trzech prezentujemy.
Oni też prosili, przysiągali, że się tego nikt upominać
nie będzie, biorąc to na się u ksiąg recognoverunt 100
jak na dobrowolnych konfessatach 101, że tak jest, że
nas najechali, zrabować i powiązać chcieli; którą ich
oris confessionem 102 z pieczęcią miejscką i attestacy-
jami 103 burmistrzów i całego urzędu wziąłem, ich tam
przy owym stadzie zostawiwszy, na rozjeznem 104 sa-
mych popoiwszy i konie im własne, o które prosili,
oddawszy. A było też oprócz tego w czym wybrać.
Wachmistrz jednak owego deresza wziął, przedał go
potym kapitanowi Gorzkowskiemu za 340 złotych, ale
bardzo mało; powiedali, że to był od Moskwy zdoby-
czny.
Poszedłem.tedy ku Leplowi, gdzie obozem stał Wo-
jewoda, tym traktem na Dokszyce, Dolcze 105 i dalej.

95 na rubaszyństwo - dla żartu


96 Żodziszki (w rkps. Żodniki) - miasto nad Wilią, 71 km na wschód od Wilna


97 rekoligowałem się - zreflektowałem się


98 - "stanęło"


99 - "dla dopełnienia liczby"


100 - "zeznali"


101 - konfessaty - zeznania


102 - "ustne zeznanie"


103 attestacyje - poświadczenia


104 na rozjeznem - na rozstaniu; zachowujemy pisownię rkps.


105 Dokszyce (w rkps. Dunacy) - miasto u źródeł Berezyny, 160 km na północno-wschód od Wilna; Dolcze - miasto między Dokszycami a Leplem